LEO jest dość specyficzny. Fascynacja ufologią wyziera już otwarcie z jego komiksów ("Kenia", "Namibia"). Mnie to niezbyt kręci. Seria "Survivants" interesuje mnie jako odprysk "Aldebarana". Mam skany dwóch pierwszych części. Kolejnej nie zdobyłem jeszcze. LEO poszedł już na całość tworząc po dziwacznych zwierzętach hybrydy ludzko-zwierzęce. Nie brakuje scen tragikomicznych rodem z telenowel np.: kosmici witają Ziemian niemal chlebem i solą przygotowując im sutą ucztę w lesie z miejscowymi smakołykami i fachową obsługą

. Poza tym LEO choruje na tzw. powtarzalność twarzy. Bohaterowie "Survivants" są mocno podobni do swoich pierwowzorów z "Aldebarana" czy "Betelgezy" tylko inaczej się nazywają. Jedna rzecz mnie frapuje odkąd sięgnąłem po komiksy LEO: jakie żołądki mają bohaterowie jego komiksów skoro na innych planetach jedzą co im w ręce wpadnie i nie chorują

.